poniedziałek, 3 września 2012

Z zemsty #4


Dwa tygodnie po tragicznym zniknięciu Carlosa Pouso oraz tydzień po tym jak parafowałem umowę z klubem, miałem trochę wolnego czasu. Wczoraj piłkarze wrócili z urlopów, a ja poznałem sztab i przyjrzałem się moim podopiecznym, którzy trenowali pod okiem asystenta. W pokoju hotelowym czekał mnie do napisania raport o zespole. Był bardzo wczesny ranek. Wyglądając przez okno widziałem puste ulice. Miasteczko cały czas było pogrążone we śnie, jakby nie zwracając uwagi na intensywnie świecące słońce. Po bruku przewalały się gazety, żwir i szkło. Przypominało mi to niewielkie urugwajskie miasteczka, po których hulałem z kolegami całe dzieciństwo i wiek młodzieńczy. Jednak w przeciwieństwie do tamtego klimatu, nie było tutaj tak wilgotno jak w Nizinie La Platy, przez co upał nie doskwierał, a dla mnie był wręcz przyjemny. Na dworze zapowiadał się piękny, słoneczny poranek. Po tych oględzinach postanowiłem pójść coś wypić. To nie był dobry dzień na pracę.
Długo błądziłem wąskimi uliczkami, chcąc nie chcąc wychodząc na obrzeża. Następnie doszedłem do niewielkiego placu, na którym nie było dosłownie niczego. Tylko żwir. Placyk z jednej strony zamykała jakaś knajpka, stylizowana na starą. Jako że pragnienie mi coraz bardziej dokuczało, udałem się co prędzej we stronę szynku.
W środku panował dziwny nastrój, skłaniający do lenistwa. Może to za sprawą barmana, drzemiącego z łokciem na ladzie, bądź niepozamiataną podłogą lub krzesłami stojącymi na stolikach.
Gdy podszedłem do lady, barman się ocknął i przecierając oczy spytał:
- Co podać?
- Bourbon. Można tu palić? - spytałem wyciągając zapalniczkę.
- Si señor. Skądś znam pana twarz... - zamilkł na chwilę i w zamyśleniu pocierał czoło. Nagle jego oczy zatrzymały się na jakimś punkcie za moimi plecami. - Już wiem! Nowy opiekun naszej drużyny! Miło mi poznać. Jestem Esteban.
- Herrera.
Przez chwilę wpatrywał się we mnie, a ja pociągałem ze szklanki, którą przed chwilą napełnił.
- Jak pan widzi szanse na awans, señor?
- Może przejdźmy na ty. Na imię mam Helenio.
- Helenio? Helenio Herrera? 
- Nie ten - rzuciłem, uśmiechając się z przymusem. Nienawidziłem porównań do Maga Futbolu. Głupia zbieżność nazwisk. Zresztą jak można porównywać mnie, dopiero zaczynającego trenera z szemranym kontraktem z słynnym HH? Nieważne zresztą. Kiedyś jeszcze będę na szczycie.
- To jak z awansem? Catenaccio i do przodu, Helenio?
Zmarszczyłem brwi. Ten grubas na zbyt wiele sobie pozwalał.
- Jakie tam Catenaccio - żachnąłem się. - Będziemy grać ofensywnie. A awans będzie, jeśli tylko prezes pozwoli mi wywalić kilku patałachów z drużyny i ściągnąć lepszych.
- Ech, gdybyśmy wreszcie awansowali. - westchnął, dolewając mi whisky. - My tu wyglądamy tej Ligi Adelante jak Żydzi Mesjasza.
Uśmiechnąłem się ze zrozumieniem. Drużyna z mojego miasteczka też tułała się po dolnych ligach. Zrozumiałem, że kto wywalczy tu awans, będzie królem całego miasta, okolicznych knajp, dyskotek i panienek. To było wyzwanie dla mnie.
Potem rozmowa zeszła na inne tory. Opowiedziałem Estebanowi to i owo o swojej rodzinie, kłamiąc na potęgę. W zamian za to dowiedziałem się o perypetiach przeciętnego hiszpańskiego barmana, który odziedziczył knajpę po ojcu. Miałem już trochę w czubie, gdy postanowiłem wracać do siebie. Wstałem i lekko chwiejnym krokiem ruszyłem w stronę drzwi. Te wszystkie okoliczności - zakurzona podłoga, puste stoliki, a także lokalna gazeta sportowa z moim zdjęciem na okładce, wydały się dziwnie znajome. Wypity bourbon spotęgował efekt, zwany ładnie déjà vu, który łupnął w moją świadomość z siłą ciosu jakim Muhammad Ali kończył walki. Nie wiedzieć czemu, straciłem przytomność. Znalazłem się w innym świecie, podobnym do tego z snów. Ujrzałem trzy cyfry odzielone myślnikami, migające niby neon przed monopolowym. Doznałem oświecenia. Gdy otworzyłem oczy pochylała się nade mną zgrabna brunetka z rudymi pasemkami i zatroskanym wyrazem twarzy.
- Nic Ci nie jest?

1 komentarz:

  1. Jest ciekawie, miło z Twojej strony, że nie masz ochoty rozpisywać się specjalnie nad otoczeniem i ew. pięknem przyrody, a stawiasz na akcję :> od razu przyjemniej i łatwiej się czyta - czekam na kontynuację.

    OdpowiedzUsuń