Na kilka minut przed końcem Deadline Day - to jest 31 sierpnia udało nam się sprowadzić jeszcze dwóch graczy. Pierwszy był małym nieporozumieniem, gdyż po wymęczonym zwycięstwie z Gujiuelo zebrałem cały sztab i ruszyliśmy w przysłowiowy melanż. Po dwóch dobach wytężonego trucia się alkoholem i innymi używkami z Magicznej Apteczki Hectora, czułem iż udało mi się rozruszać hiszpańską część sztabu. Latynoska nie potrzebowała zachęty do zabawy - wręcz przeciwnie, trzeba ich było trzymać za mordę, aby szaleli tylko gdy czas oraz obowiązki pozwalają. Deadline Day zastał nas na ostrym kacu. Ów pierwszy, okazał się nie, jak nam podpowiadały zmęczone oczy, 26-letnim środkowym obrońcą, ale osobnikiem o 10 lat starszym. Był jeszcze wolniejszy niż Blanco i Corral. Zawód. Na szczęście, nie zapłaciliśmy ani grosza, gdyż David Charcos był do tej pory bez klubu.
Drugim zawodnikiem okazał się Christian, napastnik wypożyczony z rezerw Levante. Naprawdę nie pamiętam, po co go ściągnęliśmy. Pamiętam tylko dwóch krasnali, którzy nie dawali mi spokoju i przy każdym głośniejszym dźwięku rozłupywali coś ciężkimi, hutniczymi młotami. Szkoda, że na mojej głowie. Po prawdzie, przez kolejne dwa dni czułem się jak gówno.
Kolejnym błędem było nieodesłanie do Betisu Jose Angela, lubiącego chłopców, a także pozostawienie w drużynie takich piłkarzy jak Infante i Barahona. Pozbyliśmy się natomiast Iribasa. Badajoz zaproponował za niego spory procent z przyszłego transferu, a ja nie miałem siły się targować.
Tymczasem figlarz los skojarzył nas w Pucharze Króla ze słabiutkim Tudelano. Marzył mi się triumf w rozgrywkach ligowych, a mieliśmy zbyt krótką ławkę rezerwowych, a aby walczyć z powodzeniem na kilku frontach. Dlatego drużynę w tym spotkaniu miał poprowadzić Humberto. Oczywiście, narzuciłem mu kto ma zagrać. Cel był jasny: przegrać z honorem.
Podstawową jedenastkę stworzyli:
Bruno Costa - Iñaki Garmendia, David Charcos, Martín Díaz, Iñigo Sarasola (k) - José Ángel, Iván Agustín, Natxo Garro - Asier Barahona, Christian, Mono
Humberto sprostał pierwszemu wyzwaniu w swej menedżerskiej karierze i przegrał z honorem 2:1. W dziesiątej minucie bramkę dla nas strzelił Mono, głową przedłużając dobrą centrę Garmendii. Gola do szatni wbił nam Gonzalo, wykorzystując dośrodkowanie Jose Antonio. Prowadzenie Tudelano zapewnił Fernando Esparza, potężnie strzelając w górny róg bramki.
Copa del Rey, Pierwsza Runda
CD Mirandés 1:2 Tudelano (MONO, Gonzalo, Esparza)
MoM: Jose Antonio 8.7 (Tudelano)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz