piątek, 21 września 2012

Z zemsty #8

Zaledwie trzy dni później musieliśmy spełnić warunki głupawej umowy i zagrać z naszym klubem partnerskim,
CD Numancią. Rywal był zdecydowanie lepszy, a my nie weszliśmy jeszcze w okres przygotowawczy, nie mówiąc o sezonie. Tym niemniej chłopaki spięli poślady i zagrali naprawdę dobry mecz, pechowo przegrywając 1:2. Do siatki wyżej notowanych rywali trafił Mono.
Dzień po tym spotkaniu w naszym klubie pojawił się w celu podpisania kontraktu nowy zawodnik. Nazywał się Bruno Costa, był Portugalczykiem i miał nas uratować od kompromitacji w razie kontuzji Nauzeta.
Przed meczem z Cultular Leonesą, rozwiązał się natomiast problem zmienników na środek obrony. "Na telefon" udało się załatwić Berto, pryszczatego nastolatka posiadającego potencjał mniej więcej taki jak Blanco i Corral razem wzięci. Wypożyczyliśmy go ze Sportingu. Póki co Puyolem nie był, lecz obiecałem sobie, iż będę mu dawał jak najwięcej szans. Natomiast w sprowadzeniu za darmo Martina Diaza(nie mylić z Juniorem) pomógł mi Hector, którego po cichu zacząłem podejrzewać o pozamałżeńskie spłodzenie tegoż Martina. Powiedziałem, że za darmo? Ach tak racja, trzeba mu było za bilet lotniczy zapłacić.
W między czasie zagraliśmy jeszcze trzy sparingi, które były tak nudne, iż w ogóle nie powinienem o nich wspominać. Kronikarski obowiązek jednak każe:

Cultural Leonesa 1:3 CD Mirandés (Iñaki Garmendia, Haritz Mujika, Pablo Infante)
Lleida Esportiu 1:5 CD Mirandés (Ander Lambarri, Haritz Mujika, Natxo Garro, Mikel Iribas, Ramón Borrell)
Lealtad 0:4 CD Mirandés (Natxo Garro, Álvaro Corral, Ander Lambarri, Martín Díaz)

Aż nadszedł dzień ligowego debiutu z G. Do boju posłałem jedenastu moich Spartan:
Nauzet - Iñaki Garmendia, Berto , Álvaro Corral, Iñigo Sarasola - César Caneda - Mikel Martins (k), Natxo Garro - Haritz Mujika, Ander Lambarri, Mono

Mecz zaczął się dla nas dobrze. Rozgrywaliśmy płynne akcje i kreowaliśmy sytuacje bramkowe. W 14 minucie Mujika przyjął na prawym skrzydle podanie od Martinsa. Ściął do środka, minął zwodem rywala, przekraczając linię środkową. Hartiz zagrał prostopadłą piłkę do Lambarriego, który wyskoczył zza obrońców na pełnym gazie i popędził z futbolówką w stronę bramki. Wyszedł sam na sam z bramkarzem.
- Nie trafi - mruknął Humberto.
Lecz Ander tego dnia był w formie i bramkarz drużyny przeciwnej nie miał nic do powiedzenia wobec płasko uderzonej piłki, która zatrzepotała w siatce. Wyskoczyłem z ławki i przybiłem piątkę Humberto, a kilku rezerwowych przyjacielsko poklepałem po tyłku. Czułem się jak Maradona.
Po strzelonej bramce mecz się zaostrzył. Po jednym z brutalnych wślizgów z boiska znieśli Martinsa, a ja posłałem w bój Arroyo. Mujika szedł do środka pola. Z ulgą odebraliśmy gwizdek kończący pierwszą połowę.
W drugiej było jeszcze ostrzej i jeszcze nudniej. W efekcie sędzia poczęstował graczy obydwu drużyn łącznie 10 żółtymi kartkami. 1:0 udało się dowieźć do końca.

Segunda Division Grupa 2 [1/38]
Guijuelo 0:1 Mirandés (Lambarri)
MoM: Jonathan 7.6(Gujiuelo)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz