sobota, 1 września 2012

Z zemsty #3


Jak już powiedziałem, niedaleko pada jabłko od jabłoni. Takie rozmyślania snułem rozparty w wygodnym fotelu, paląc wonną hawanę. Na fotelu, równie wspaniałym jak ten w którym się rozwaliłem, siedział - a raczej przycupnął opasły, pięćdziesięcioletni mężczyzna. Ramiro. Nazywał się Ramiro.

Pięćdziesiąt cztery lata temu, być może w podobnym gabinecie, a nawet w podobnym fotelu siedział człowiek, który nazywał się dokładnie tak samo jak ja, trzymał w szachu prezesa Blaugrany. Człowiek ten został nazwany potem Magiem Futbolu. Być może stąd prowadzi droga do sławy i nieśmiertelności? Kto wie? Los to przeklęty figlarz, który ironicznie zaśmiewa się w twarz każdemu kto czuje się kowalem własnego losu.

- Nie wiesz zapewne, kim jestem. - odezwałem się do zastraszonego krawaciarza.
- Nie - odezwał się cicho.
- A pseudonim Hombre, może on ci coś mówi?
- Tak się nazywał człowiek, który zamordował mojego dziada i jego brata.
- Doskonale. To był mój dziadek. Wiesz, co było motywem tego morderstwa?
Ramiro milczał.
- Motywem - zacząłem podnosząc się z krzesła - była zemsta. Jestem podobny do mojego dziadka. Gdy on wymierzył sprawiedliwość twemu dziadowi, nie należało robić z tego powodu międzynarodowej nagonki. To był błąd. Powinniście pamiętać, że tacy jak my nie zapominamy. Ani nie darujemy.
Wpatrzyłem się w jego oczy, chcąc dojrzeć jakie wrażenie zrobiła na nim moja przemowa.
Beretta M9, patrząca mu prosto w oczy, zrobiła lepsze.
- Nie zabiję cię teraz. To by było za proste. Mam cię zabić, żeby potem tułać się po Ameryce Południowej spieprzając przed Interpolem? O, nie. Wyciągaj papier i pisz.
Ramiro posłusznie wyciągnął papier firmowy. W prawym górnym rogu błyszczał herb. Błyszczał intensywną, krwistą czerwienią.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz