poniedziałek, 24 września 2012

Z zemsty #10

***

Herrera staje się nieznośny. Lubuje się w przychodzeniu co dwa dni do mojego gabinetu. Zawsze wtedy rozwala się w fotelu, zaczyna palić(nie znoszę dymu!) i za każdym razem czegoś chce. To namawia mnie, żebym mu zwiększył budżet, innym razem kręci nosem nad naszą bazą treningową, a raz nawet chciał żebym mu stadion rozbudował. Za każdym razem muszę przez średnio godzinę tłumaczyć, ile dostajemy od miasta, ile od sponsorów. Mówię także o wydatkach. Oczywiście, nauczyłem się już co należy robić, aby nie gniewać bestii. Za każdym razem gdy przychodzi, nachodzą mnie refleksje o moim dotychczasowym życiu. Życiu, które już chyba nigdy nie będzie takie jak kiedyś. Może to i lepiej? Coraz częściej uświadamiam sobie, iż tak naprawdę nigdy nie żyłem. Zawsze w pogoni za pieniędzmi, zawsze dociskając pasa, zawsze w pracy.

Herrera zaprosił mnie na mecz wyjazdowy z Zamorą. Mój stan psychiczny jest na tyle opłakany, że nie wiele myśląc postanowiłem pojechać. Przed meczem zjadłem obiad z tamtejszym prezesem, Maximino Martínem, a potem zasiedliśmy w jego loży.

Sam mecz był nudny. Siedzieliśmy milcząc, co i rusz rzucając znudzone spojrzenia na plac gry. Po pół godzinie Zamora rozegrała czwórkową akcję na prawym skrzydle. Alonso świetnie wypuścił Beltrana, a cały nasz blok defensywny zaspał. Nauzet tym razem nie miał szczęścia, bo piłka przeleciała mu między nogami. Spojrzałem obojętnie na Maximo. Przez dobrą minutę spoglądaliśmy sobie prosto w oczy, aż w końcu on wyskoczył z krzesła i drąc się skakał po całej loży. Debil.

W przerwie Helenio musiał mocno naładować chłopaków. Niestety, nie wszyscy odebrali to jak należy. Co dziwne, najmniej zrozumiał jego rodak, Martin Diaz, który w 47 minucie bez powodu wyrżnął głową w przechodzącego zawodnika gospodarzy. Co najlepsze, był zdziwiony gdy sędzia kazał mu zejść z boiska. Może w Urugwaju się takich nie gwiżdże?
Herrera natychmiast zareagował, ściągając z boiska Lambarriego. Za niego wszedł Berto i od tej pory graliśmy systemem 4-3-2.
Dziesięć minut po tych zdarzeniach, Garro wyszedł sam na sam. Golkiper odbił piłkę na bok, do swojego obrońcy. Zanim ten zdążył się obrócić, Mujika dał mu kuksańca w żebra(sędzia nic nie widział), zabrał piłkę i mocno uderzył na bramkę. 1:1.
Maximo zapytał, czy mam żyletki.
Do końca meczu nie udało nam się już nic zrobić, mimo iż na boisku pojawili się Christian i Ernesto. Nudny remis, po nudnej grze. Znów straciłem mnóstwo czasu.

Nauzet - Iñaki Garmendia, Álvaro Corral, Martín Díaz, Iñigo Sarasola (k)('78-> Ernesto) - César Caneda, Natxo Garro, Víctor Ormazábal('78-> Christian) - Ander Lambarri('48-> Berto), Mono, Haritz Mujika

11.09.2011
Segunda Division Grupa 2 [3/38]
Zamora 1:1 CD Mirandés (Beltran, MUJIKA)
'47 cz.k Diaz
MoM: Saul 7.8 (Zamora)

Cóż, może to przytrze nieco Herrerze nosa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz