W ostatnich czasach coraz częściej słyszy się popularne powiedzenia "Polak, Węgier dwa bratanki i do szabli, i do szklanki". Także więcej ludzi zaczyna sobie uświadamiać jak trwale połączone są nasze losy z ludem zamieszkującym Siedmiogród. Z tego powodu cieszy się moje serce i raduje się duch mój. Wydaje mi się jednak, że na przyjaźni Polsko-węgierskiej tkwi pewna zadra. Dopiero niedawno, po wysłuchaniu spotkania z autorem "Baśni jak niedźwiedź" pochyliłem się nad tym przysłowiem i odkryłem, przynajmniej tak mi się zdaje, jego drugie dno. To tyle tytułem wstępu. Nie mieszkając, idźmy dalej.
Nie znam genezy powstania tego przysłowia, ani momentu, w którym dostało się do potocznej mowy. Nie zamierzam pozować na proroka, objawiającego maluczkim jedyną prawdę. Nie. Po prostu chcę podzielić się z Wami - o ile ktoś w ogóle dobrnie do końca tekstu - moimi przemyśleniami.
Cała rzecz, co może wydawać się całkiem logiczne, ma podłoże historyczne. Przenieśmy się więc do wieku XVI, do czasu panowania Zygmunta Starego, mylnie nazywanego przez niektórych historyków Złotym Wiekiem. Otóż król ówczesnego Królestwa Węgier, Ludwik II, był bratankiem Zygmunta Starego.
Pierwsze skojarzenie przeciętnego Polaka, który jak wiemy z pewnej reklamy - nie istnieje, z Zygmuntem Starym to Hołd Pruski. Wydaje się on być momentem tryumfalnym, zwycięskim. Nic z tych rzeczy.
Albrecht Hohenzollern, ostatni w Prusach wielki mistrz zakonu krzyżackiego, przeszedł na wyznanie luterańskie. Zatem Zygmunt Stary, przyjmując od niego hołd lenny, wyraził zgodę na powstanie państwa luterańskiego graniczącego z Rzeczpospolitą. Tym samym ród Hohenzollernów i nie zlikwidował tego wrzodu na dupie całej Europy.
Co ma jedno do drugiego, zapytacie. Kto pyta nie błądzi. Ech, przecież miałem porzucić idiotyczny ton wypowiedzi mentora i Jaśnie Oświeconego. Wybaczcie, jeśli dotarliście do tego momentu, z tego miejsca już wam gratuluję.
Otóż uznanie hołdu lennego było pieczęcią pod zdradą Ludwika II przez Zygmunta. Zaowocowało to rok później bitwą, skutkiem czego było zlikwidowanie Królestwa Węgier. Królestwa, które los dziwnie związał na stałe z naszymi losami.
Polak Węgier dwa bratanki.
Pozostaje tylko mieć nadzieję, iż w tym jednym wypadku wypniemy się na historię i zaczniemy budować z Węgrami wspólny front działań. Podszyty nie knowaniami, a prostą, lecz jakże wierną i prawdziwą, braterską miłością.
Oj historia ma wiele ciekawostek i tajemnic. Tak wychwalana bitwa pod Wiedniem, z strategicznego punktu widzenia była bardzo słabym posunięciem - walcząc z Turkami jednocześnie wzmocniliśmy znacznie bardziej nam zagrażającą armię rosyjską.
OdpowiedzUsuńA co do przyjaźni polsko-węgierskiej, to taka ciekawostka, że jak z nikim innym naszym nacjonalistom z tamtejszymi się świetnie układają stosunki. Na Magyar Sziget widocznych od groma biało-czerwonych barw :)