Następnego
dnia każdy, kto wszedłby do oberży pod Wesołym Wisielcem, obowiązkowo
zobaczyłby postać przypominającą kowboja. Wśród stolików, z których nie zostały
jeszcze zdjęte krzesła, przewalały się niedopałki oraz tłuczone szkło. Noc,
spędzana tu jak każda inna pozostawiła po sobie ślady. Tłusty barman drzemał
oparty o blat, budząc się tylko aby podać następną butelkę. Średnio co 15
minut. Całkiem niezły wynik, biorąc pod uwagę, że klientów miał dwóch.
Ów kowboj, a był nim oczywiście Hombre,
opierał się o szynkwas i tęgo pociągał z butelki, robiąc sobie co chwila
przerwy, aby paść z rozdzierającym serce szlochem w ramiona swojego kompana.
Kompan, podobny oryginał jak Hombre, sam był już ostro pod gazem.
- Powiedz mi Pedro, dlaczego? Jak sobie pomyślę,
że oni tam leżą i już nigdy nie będą mogli oddychać... Zabiłem ich, k***a! -
wykrzyknął, po czym zadrżał i zaśmiał się histerycznie. Po chwili rozglądał się
za czymś co mogłoby przerwać drżenie i ukoić rozpalone sumienie. W końcu
machnął ręką i przechylił butelkę.
- To cholerne skurwysyństwo zabić człowieka,
Hombre. Ale Ty musiałeś. Musiałeś, bo przysiągłeś. Dokonałeś zemsty. Tak sobie
myśl.
- Nie mogę z tym żyć. - Hombre poderwał się
gwałtownie z krzesła. - Muszę stąd uciec, wyjechać. Podjąłem decyzję, Pedro.
Wyjeżdżam.
To mówiąc, zaczął się zataczać w stronę drzwi.
Pedro niespiesznie wstał z krzesła i zaszedł go od tyłu, zmieniając nieco chwyt
na trzymanej w prawej dłoni butelce. Z pełnym spokojem zdzielił nią Hombre po
głowie, a potem troskliwie złapał nieprzytomnego, ratując go przed upadkiem na
podłogę. Doholowawszy go do baru, usadził na krześle. Barman, usłyszawszy
trzask rozbijanej butelki leniwie podniósł lewą powiekę.
- Zapił - rzekł uspokajająco Pedro,
odpowiadając na pytające spojrzenie barmana.
Szynkarz zamknął powiekę i pogrążył się we
śnie.
***
I
właściwie tyle wiem o drodze życiowej mojego dziadka. Po opisanych zdarzeniach
uciekł do Urugwaju, gdzie niedosięgła go hiszpańska jurysdykcja. Tam urodził
się mój ojciec. Potem był jeszcze przemytnikiem kokainy z Kolumbii do
brazylijskich slumsów, gdyż rząd Kolumbii respektował hiszpański list gończy.
Następnie pomagał peruwiańskim archeologom w badaniu Machu Picchu. Przez pół
roku dłubał pędzelkiem w piasku, aby wreszcie mieć okazję i sprzątnąć jednego z
badaczy. Jak się bowiem okazało, babcia poleciała na archeologa.
Po przekroczeniu swego półwiecza dziadek
ustatkował się, zmienił nazwisko i osiadł na wsi, pasąc nielegalnie krowy na
państwowych terenach. Bowiem urugwajski rząd również zaczął poszukiwania
bandyty znanego pod pseudonimem Hombre.
Ojciec, tak jak ja, urodził się w Urugwaju.
Matka jest Włoszką, a ja mam dwa obywatelstwa.
Opowiadam to, abyście zrozumieli kim był mój
dziadek i czym się w życiu kierował. On wszystko robił z zemsty.
Tak jak mój ojciec.
Jestem nieodrodnym synem mego ojca i wnukiem
mojego dziadka.
A nazywam się Herrera. Helenio.