sobota, 3 listopada 2012

O zadaniach frontu narodowego


Tekst ukazał się również na http://drogafanatyka.pl 
------------------------------------------------------

Chciałbym, abyśmy na początku cofnęli się o prawie dwieście lat. Rok temu upadło powstanie zwane powszechnie listopadowym. Adam Mickiewicz, który ma trzydzieści cztery lata,  pisze i wydaje trzecią część dramatu pt „Dziady”.  Przedstawia w nim sytuację panującą na terenach dawnej Rzeczpospolitej Obojga Narodów, z naciskiem na Litwę, w której krwawą ręką rządzi namiestnik cara Mikołaja I, senator Nowosilcow. Dramat polskiego wieszcza opisuje cierpienia, jakich doznaje młode pokolenie narodu polskiego. – aresztowania, śledztwa, tortury i zsyłki.
Wtedy zadaniem młodych Polaków była walka o odzyskanie własnego kraju i możliwości stanowienia samemu o sobie. Krótko przed wybuchem powstania listopadowego, Adam Mickiewicz zaszyfrował sposób walki z zaborcą w swoim „Konradzie Wallenrodzie”, propagując walkę „lisią”, ponieważ na walkę „lwią” nie było środków. Niestety, mądrość zawarta w tym utworze nie została odpowiednio odczytana i wykorzystana, a por. Piotr Wysocki pamiętnego roku 1830 poprowadził podchorążych na Belweder.  Nie zamierzam dywagować na temat, czy powstanie było dobrym pomysłem, czy to była psychologiczna konieczność, czy kolejne oddanie pod nóż polskich elit. Chcę jedynie udowodnić, iż tamto pokolenie – tak jak wszystkie pokolenia żyjące w ojczyźnie zniewolonej, wiedziały o konieczności walki o zrzucenie jarzma zaborcy.
Dzięki takiej niezłomnej postawie i pewnym historycznym wydarzeniom, po 123 latach Polska znów wróciła na mapy polityczne jako odrębny kraj. Rok 1918 przyjmuje się za początek suwerennego państwa polskiego. Znów nie chcę prawić szkolnych banałów, o przekazaniu Piłsudskiemu władzy wojskowej, tworzeniu rządu oraz wycofywaniu się obcych wojsk. To inna historia, którą prawdopodobnie większość czytelników doskonale zna. Idźmy dalej.
Z powodu późniejszych złych wyborów Marszałka, sytuacji politycznej w Europie, sprzysiężeniu nazistowskiej Rzeszy z bolszewickim ZSRR, Polska po raz kolejny znalazła się między Scyllą a Harybdą. Niespełna sześć lat po wybuchu II Wojny Światowej, zostaliśmy po raz drugi sprzedani przez Brytyjczyków.  W Jałcie. Wojna została oficjalnie zakończona uściskiem ręki trzech grubych panów, tymczasem Polaków cały czas wywożono w głąb Rosji. W lasach niezłomni partyzanci walczyli aż do 1963 roku, kiedy to zabito ostatniego „zaplutego karła reakcji”, Józefa Franczaka.  Trzy dekady później objawił się  nowy, po Piłsudskim, „wybawiciel” – Lech Wałęsa. Ponownie symboliczny uścisk dłoni, a właściwie symboliczna flaszka wypita w Magdalence(choć bardziej wskazana byłaby tu liczba mnoga), otworzyła nową epokę – Polski już nie socjalistycznej, lecz kapitalistycznej. W takim to kapitaliźmie żyjemy po dziś dzień.
Tamte pokolenia, urodzone między latami  1795-1918 i 1939-89, walczyły o wolny kraj.  Pomimo ich starań, znaczna część żyjących współcześnie między Odrą a Wisłą ciągle NIE JEST ZADOWOLONA. Dlaczego?
Być może dlatego, że niepodległość kraju to nie wszystko. Suwerenność jest bardzo ważna, lecz dla mnie równie ważne jest naród, powoli tonący w bagnie zepsucia moralnego oraz zatracający swoją tożsamość i kulturę. Zatem jakie cele postawić sobie może front narodowy, który najbardziej troszczy się o losy swej ojczyzny?
Wielu uważa, iż najważniejsza jest zmiana osób rządzących, zaś mądrzejsi mówią o zmianie ustroju. Zgoda. To w jakimś stopniu uzdrowi nasz coraz bardziej śmieszny i chory kraj.  
Lecz według mnie ważniejsza jest walka, którą każdy z nas prowadzi dzień w dzień – walka z samym sobą, ze swoimi słabościami: nałogami, chamstwem, ignorancją. Bo jeśli Bóg da, że właśnie nam przyjdzie budować nową Polskę, w której każdy może być szczęśliwy, to cóż stworzymy? Fundamentem musi być wiara, dobroć, prawo oparte na prawie rzymskim i etyce katolickiej. W przeciwnym razie, to co stworzymy nieprzetrwa naporu wszechogarniającego zepsucia – będzie niczym biblijny dom postawiony na piasku.
Boli mnie, iż wśród kibiców – „siły narodu”, uczestników wszystkich wydarzeń patriotyczno-rocznicowych – coraz częściej widać zachowania niegodne. Nie mówię tu o jednym konkretnym wydarzeniu, ale o życiu przeciętnego kibica, zajmującego „Żylety” i „Młyny”. Mówię opierając się na przykładzie kibiców Legii, bo z nimi, jako mieszkaniec stolicy, najczęściej się stykam. Znaczną ich część stanowią osiedlowi dresiarze. Nazwę ich tak, abyście wiedzieli o kogo chodzi. To iż ktoś chodzi w dresie, nie ma żadnego znaczenia.  Zazwyczaj są to ludzie wulgarni, prości, by nie rzecz – prostaccy, którzy niewiele sobą reprezentują. Osoby kierujące fanclubami oraz organizacjami ultrasów, powinny wziąć to pod rozwagę, aby taki stan rzeczy długo się nie utrzymywał. Coraz więcej kibiców zaczyna się interesować historią, co cieszy. Żywię nadzieję, iż kibice zaczną odbudowywać w sobie tożsamość narodu polskiego, w oparciu o jego wysoką kulturę zakorzenioną w ponad tysiącletniej historii. Wołając za testamentem rotmistrza Pileckiego - twórzmy Komitety Odbudowy Ducha Narodu Polskiego!
- Proszę Pana, ale jak tu żyć? Jak sprawić żeby było lepiej?
- Bardzo prosto. Pan zmieni siebie, ja siebie i już będzie trochę lepiej.
02.11.2012 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz